Opis szlaku Jaga-Kora

Beskidzka trasa kurierska Jaga-Kora

W latach 1940-1945 na terenie Beskidu Niskiego funkcjonował szlak kurierski.

Zwana przez okolicznych ,,zielona granica” była terenem, który w czasie trwania II wojny światowej przemierzali zagrożeni prześladowaniami hitlerowskimi ludzie. Prowadzono tajne akcje, w które zaangażowani byli emisariusze, kurierzy, jak również mieszkańcy okolic. Warto zaznaczyć, że Jaga-Kora to nie jedyna kurierska trasa na wojennym Podkarpaciu. Znane były trasy o kryptonimach ,,Las”, ,,Korytarz” czy też ,,Kamień”.


Szlak kurierski Jaga-Kora


Rymanów Zdrój – Wołtuszowa – Wisłoczek – Jawornik – Polany Surowiczne – Wola Niżna – Jasiel


Pierwotny szlak trasy Jaga-Kora został zmieniony i zmodernizowany na potrzeby współczesnego turysty. Różni się od tego historycznego, chociażby tym, że wówczas przebiegła tylko lasami. Wszystko organizowane było tak, by unikać rozległych punktów widokowych, czy też dróg.
Wędrówka współczesną trasą Jaga-Kora wymaga niezłej kondycji, a jeśli tak jak my, zdecydujecie się na rower, to przygotujcie się na etapy, w których trzeba będzie zejść z roweru i pchać pod górę.

Trasa na Wołtuszową - Beskid Niski


Kierunek Wołtuszowa


Początkowo pnąca się ku górze droga asfaltowa, nie stanowiła dla nas problemu. Prawdziwa jazda rozpoczyna się wraz z pojawieniem leśnej ścieżki, która daje popalić i trzeba nieźle się natrudzić. Spokojnie! Nie martwcie się! Da się! Dobry rower górski, siła mięśni i odpowiednie nastawienie doprowadzą was do cerkwiska. Miejsce, gdzie zaczynała się dawna Wołtuszowa, otoczone jest starymi lipami i dębami. Zauważycie też drewniane rzeźby autorstwa Adama Śliwki. Mają one znaczenie symboliczne. Ich zadaniem jest przypominać o ,,typach łemkowskich”. Czy to postaci przypominające dawnych mieszkańców Wołtuszowej? Nie wiemy, ale czuć było historią, gdy wśród nich staliśmy.


,,Ta cudowna ziemia, niemal przez 500 lat była ojczyzną dla tych wszystkich, którzy chcięli tutaj żyć. Sąsiad Polak, Łemko czy Żyd – nigdy nie był obcy, zawsze był tutejszy, każdy inny, ale swój. Pomiędzy kulturami bardzo rzadko dochodziło do współpracy. Trzy wielkie kultury i trzy sposoby życia. Żydzi zamieszkiwali zazwyczaj miasta, parając się kupiectwem. Łemkowie górne partie Beskidu Niskiego, doskonałe do prowadzenia gospodarki pasterskiej, zaś Polacy zamieszkiwali miasta i wsie położone w dolinach. Co ich łączyło? Gospodarka. Wspólna sieć powiązań handlowych i ekonomicznych, która sprawiała, że każdy w społeczeństwie miał swoje miejsce. Na co dzień oddzieleni od siebie, żyjący w innej kulturze, obyczajach i religii ludzie spotykali się na targach i jarmarkach, w czasie których każdy był równy i potrzebny. Jedli, pili i kłócili się tak samo, jak my robimy to dzisiaj. Nie stanowili dla siebie żadnej egzotyki, gdyż razem, lecz każdy po swojemu, tworzyli niemalże od początku historię tej ziemi, byli jej dziećmi i nieodlączną częścią” (Krzysztof Buczek)


Pomnik przyrody ,,Na cerkwisku"


Po krótkiej refleksji przy cerwisku ruszyliśmy na łąki nad Wołtuszową. Dość ostre podejście łąkami, doprowadza nas do krzyża z niewielką ławeczką. Dookoła możemy podziwiać piękne widoki na dolinę Wołtuszowej, z kwitnącymi gdzieniegdzie drzewami owocowymi.

Pomnik przyrody ,,Na cerkwisku" Jaga Kora


Łąki nad Wołtuszową - Beskid Niski

Staraliśmy się nasycić maksymalnie widokami, bo wiedzieliśmy, co nas za chwilę czeka. Strome podejście w lesie. Fragmenty jego udało nam się pokonać, pedałując na rowerze, ale zdecydowana większość było to pchanie pojazdu pod górę. Ból rąk, kombinacje jakby tu obejść powstałe w lesie koleiny i chrumkanie dzika. Niezła mieszanka prawda?
Nie mniej jednak pchamy, pedałujemy, kombinujemy dalej, by w końcu dotrzeć do utwardzonej drogi leśnej. Nawet nie wyobrażacie sobie naszej radości, gdy zobaczyliśmy taki leśny asfalt. Po prawej stronie mijamy ,,kapliczkę kurierską”, która w czasach wojny była bardzo ważnym punktem orientacyjnym dla leśnych kurierów. Po około kilometrze jazdy leśną drogą docieramy do drogi prowadzącej z Królika Polskiego do Wisłoczka. Skręcamy w lewo. Nasz cel – przełęcz nad Wisłoczkiem. Prawdziwie widokowy punkt na naszej trasie. Wczesną wiosną, gdy mokry śnieg leżał na trasie, w tym właśnie miejscu zadecydowaliśmy, że wracamy. Wówczas byliśmy zbyt mocno przemoknięci i przemarznięci, by kontynuować wycieczkę.


Stoki Jawornika - Beskid Niski


Przy rozwidleniu, zaczynamy podjazd łąką, stokami Jawornika.

Tutaj tak naprawdę zaczyna się przygoda. Spotykamy leśników, którzy na ,,dzień dobry” pytają, czy posiadamy coś na niedźwiedzia. Z ich relacji dowiadujemy się, że lubi tu spacerować niedźwiedzica z młodym. Hmm zobaczyć niedźwiadka można, ale zdecydowanie na widokówce. W realu jakoś brak nam odwagi na takie towarzystwo. Po wjeździe do lasu rozpoczyna się niezły hardkor i nasza aplikacja zaczyna głupieć. Po pokonaniu mega ostrego podjazdu skręcamy w lewo i tym samym gubimy szlak. Teraz pozostaje nam czekać na złapanie zasięgu i ewentualne ocknienie się aplikacji, która jak na złość kombinuje, wydając błędne, raz po raz zmieniane komendy.

Zagubieni w lesie

Na szlaku, o ile tak można nazwać nieoznaczone ścieżki, przez które jedziemy i pchamy rowery, nie ma turystów. Cisza. Dużo rozmawiamy, by ewentualnie dać znać leśnej zwierzynie. W głowach mnóstwo myśli, pytań i przede wszystkim obraz spacerującej z młodym niedźwiedzicy. Nagle coś szeleści w krzakach przed nami. Próbuję wyostrzyć wzrok, przy okazji stojąc w bezruchu i dostrzegam coś brązowego. Oj uwierzcie mi, że ciut mną potrzęsło. Okazało się, że to nie miś, a dorodna sarna. Ogromna ulga na sercu.

Trasa kurierska Jaga-Kora

Chwila namysłu, chęć dalszego łapania sygnału i pedałujemy dalej. Niestety kilkakrotnie wjeżdżamy i zjeżdżamy z górki błędnie. Nagle zauważamy poukładane drzewa, które zostały wycięte. Skoro je wycięli, to jakoś musieli dotrzeć do tego miejsca. Gdy ja robiłam dokumentację fotograficzną, Łukasz zaczął zjeżdżać w dół, bo dostrzegliśmy ludzi. Uwierzcie nam na słowo, że dawno nie cieszyliśmy się na widok spotkanego w lesie człowieka. Okazało się, że jest nim nasz znajomy leśniczy. Dzięki jego pomocy i dokładnej analizie terenu mogliśmy wrócić na szlak.
Powrót na szlak uwieczniłam błotną kąpielą. Stając na wyglądającym na twardy kawałek ziemi miejscu, zapadłam się po samo kolano. Na szczęście udało mi się wyciągnąć nogę wraz z butem.


Przeczytaj także: Jaworze - Beskid Niski


To była fantastyczna wyprawa rowerowa. Cieszymy się, że po tej nieudanej wczesną wiosną, gdzie na szlaku jeszcze leżał mokry śnieg, udało nam się powrócić.
Tereny Beskidu Niskiego są niezwykłe. Przesiąknięte niesamowitą historią, często dramatyczną i pełną ofiar, skłaniają do refleksji. Miejsca nieistniejących wsi, osad za każdym razem, gdy wędrujemy czy też jedziemy tam rowerem, stają się nam jeszcze bardziej bliskie.

Ania: W głowie planuję już kolejną wycieczkę rowerową po Beskidzie Niskim.
Łukasz: Tym razem damy znać znajomym leśnikom, by w razie czego nas ratowali.


Szlak kurierski Jaga-Kora zimą i wiosną - fotorelacja


50000 Pozostało znaków


Ostatnie komentarze

Gravatar Anita
1 miesiąc 15 days

Piękne te trzy korony. Byłam niedawno i polecam każdemu.

Gravatar Ekipa MOUNTAINS
3 miesięcy 22 dni

Uwielbiamy jeździć po lesie. Cudownie wspominamy też trasę Jaga-Kora i wypad rowerowy na szczyt Radziejowa - to dopiero b ...